• Wpisów:25
  • Średnio co: 22 dni
  • Ostatni wpis:1 rok temu, 21:44
  • Licznik odwiedzin:1 927 / 594 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Przepraszam, że tyle mnie nie było, ale miałam pewne sprawy do załatwienia. Postaram się pisać regularnie, tak...to moje małe postanowienie. Ale do rzeczy.

Pokłóciłam się z tatą. Znowu. O błahą rzecz. Jednak to wystarczyło bym dostała reprymendę na temat mojego ostatniego zachowania, a dokładniej mojej dumy. Według niego mam pewną obsesje na swoimi punkcie...Ktoś zwróci mi uwagę i już nastraszam piórka. Czy to prawda? Po części owszem. Nie dam sobie w kasze dmuchać- jak to mawiają.

O co dokładnie poszło? O cyrkiel. Tak! Dokładnie, cyrkiel! Ponoć nie powiedziałam za "prezent" dziękuje, więc mój tato postanowił powiedzieć to mamie. Zawołała mnie dla upewnienia. Zaprzeczyłam bezpodstawnym oszczerstwom i uściśliłam, że podziękowania złożyłam w kierunku rodzica, aż dwukrotnie! Uznałam, że Tata od razu musiał jej powiedzieć, bo a jak inaczej. Moje usta rozszerzały się w uśmiechu coraz bardziej, na co usłyszałam: "Tak...śmiej się, śmiej". Odpowiedziałam, że będę ponieważ ta sytuacja jest tak komiczna, iż inaczej się nie da. Lecz jak to on, musiał mieć ostatnie słowo. I tak się stało. ( Patrz początek tekstu ).

Po za tym..Dietę 1600/1500 kcal czas zacząć. Obliczyłam, że tyle na razie wystarczy bym zrzuciła powoli na wadze! Życzcie mi powodzenia!
 

 
Nie było mnie przez 4 dni z powodu Świąt Wielkiejnocy. Hartuje się też pod względem długości ćwiczeń na instrumencie. Moje myśli zaprzątało tylko granie. W każdej minucie, każdej sekundzie.

Myśli i tylko myśli.

Byłam dzisiaj na obiedzie u Dziadków. Nie chciałam dużo jeść. Miałam zamiar spożyć tylko zupę i parę buraków w plasterkach.



Zjadłam 2 małe kawałki ciasta marchewkowego, śliwkę w czekoladzie, a w domu dokończyłam paczkę M&M's. Waga wskazała 48.4. Powinno ważyć się rano na czczo, ale i tak jestem załamana. Patrzę na moje ciało i widzę kogoś nie zadowolonego z siebie.

Czemu? Czemu tak musi być. Czy ktoś mnie słyszy?

Dzisiaj wykonuje Skin-sewing. To odpręża.
Życzyłam wam już Wesołych Jajek? Nie. To życzę teraz
Mój Tata ma jutro wolne, więc zamierza iśc rano na rower. Z chęcią z nim pójdę. Ostatnio mam wrażenie, że to on rozumie moją potrzebę schudnięcia. Gdy byłam już na tym obiedzie, moja mama mówiła jak ja to mało jem (co jest nie prawdą ) i po jem nie będzie ze mną po lekarzach latać. Babcia zaczęła mówić, jak to ostatnio widziała program o dziewczynie która się zagłodziła.

Przestańcie. Przestańcie...

Może w końcu coś powiem o moim wyglądzie.
.
.
.
.
.
.
.
.
Mam 158 cm wzrostu i jak pisałam powyżej, ważę 48.5 kg wieczorem. Rano przekonam się, czy po czwórce zobaczę przynajmniej siódemkę.


Czytałam o diecie Baletnicy, ale zdaję sobie sprawę, że rodzice się na to nie zgodzą. Tak... mam związane ręce. Jakoś jednak schudłam te parę kilogramów. Jak dobrze pamiętam podczas wakacji ważyłam około 54 kg.

Co robić? Co...



 

 
Witam wszystkich! Jestem właśnie po 3-godzinnym graniu na pianinie, więc ręce mnie świerzbią i są w końcu ciepłe! Tak, dobrze czytacie. Pamiętacie może, jak mówiłam, że będę miała lekcje we Wtorek? No więc...nie miałam. Moja Pani znowu poczuła się źle, w jej stanie ( ciąża ) to trudno jednak utrzymać odporność w ryzach... Sama postanowiłam, że skończę z powtarzaniem w kółko tego samego. Zaczęłam Marsz turecki- Mozarta, jestem bardzo tym faktem podekscytowana. Uważam, że jestem już na niego gotowa.

W szkole zaliczyłam WSZYSTKO co miałam i teraz mam czyste sumienie.

Chce schudnąć przez te Święta. Chociaż ten 1 kg. Będzie to trudno, ale za wygląd trzeba płacić łzami, krwią i potem. Motto dnia?

ŻYCZĘ WAM NIESMUTNYCH ŚWIĄT i nie długiego pobytu w kościele. Oczywiście, jeżeli ktoś się wybiera.

Napisze ok. 22:30!
  • awatar Mirim: Chciałbym być w stanie grać 3h...ale jako dzieciaczek miałam problem z dłonią i niestety po jakimś czasie boli :( Uwielbiam Marsz Turecki <3
  • awatar Pani Hidden: Zazdroszcze grania ! *.* Jak ja bym chciała schudnac bardzo, oby tobie się udało
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Ehhh...czuje się coraz gorzej. Przez ten zabieg czuje, jakby coś utknęło w moim gardle. Dziwne uczucie. Próbuje to "odkaszlnąć", ale jak na razie jedyną rzecz jaką udało mi się osiągnąć, to zdarte gardło. Tak przynajmniej czuje.

Stanęłam rano na wadze. Pokazała ona 47.4 kg. Czy jestem zadowolona? Mogłam bym się kłócić.

Pamiętacie jak wspominałam o zakupionych przeze mnie, czarnych szelkach? Nie zakładam ich na razie. Nie wyglądam w nich najlepiej. Przynajmniej nie tak, jak bym chciała. Mój mentor przy wzroście 160, waży 47-48 kg. Jestem niższa od niego...

Kleją mi się oczy, więc będę się już żegnać. Na dobry sen polecam trochę muzyki klasycznej a dokładnie: Chopin Ballade no.1 op.23 ( polecam wersję bez skrzypiec ) i Franz Liszt La campanella....

'branoc!
 

 
2 dni do przeryw świątecznej


Jutro mam: 2 testy z Angielskiego, kartkówkę z matematyki, kartkówkę z historii...Tak. Jestem szczęśliwa, że zostało tak niewiele do świąt.

Dzisiaj podeszła do mnie dziewczyna z którą o dziwo, miałam całkiem dobre relacje jakiś czas temu. Rozmawiamy już chwilę, gdy nagle zauważam jej wzrok. Nie było by w tym nic dziwnego gdyby słuchając mnie, bądź mówiąc do mnie patrzyła mi się w oczy. Tak...tego oczekuje od rozmówcy. Kontaktu wzrokowego. Dzięki temu mogę określić, czy to co mówię go nudzi czy wręcz przeciwnie.

Nie, ona patrzyła mi się gdzieś w okolice ust. To nie był pierwszy raz. Jak nasze relacje się oziębiły, przy luźnych pogawędkach na korytarzu, zaczęła robić właśnie TAK. Czy to na noc, czy na czoło... Nie rozumiem. Jestem gorgoną czy co?!

Mam już paranoje? Czemu mi się ciąglę wydaje, że ktoś sie na mnie gapi. W kółko i w kółko to samo. A to Nauczycielka, innym razem ktoś przypadkowy, czasem nawet koleżanka z klasy. Dlaczego? Może...może...może to nie ja świruje. Może mam coś na twarzy.Nie..nie, raczej nie. O co chodzi. Mam już dość. Widzę spojrzenia. Jednak żadne szczególne,mające przesłać komunikat. Po prostu spojrzenia. Ne...mam już tego dość.
 

 
Witam was z mojej krainy bólu...Tak, dobrze przeczytaliście. Miałam zabieg ucięcia więzadła, czyli cienkiej tkanki pod językiem, która jest usuwana dzieciom. Jak można przypuszczać, z bliżej mi niewiadomych przyczyn, mnie to ominęło.

Nie będzie boleć, mówili. Nawet jeżeli, to tylko przez pare dni , mówili. To co mówili, diabli wzięli i obecnie mam problemy z mówieniem i jestem na diecie "serki danio i jogurty naturalne do śmierci". Nie żeby mi to specjalnie przeszkadzało...

Nie miałam dzisiaj lekcji pianina! O zgrozo...A tak sie przygotowałam do zagrania Pani. No cóż, muszę poczekać jeszcze do wtorku. Niestety. Koniec końców i tak muszę ćwiczyć.

Co do mojego samopoczucia, to definitywnie czuję się już lepiej, w związku z tym idę jutro do szkoły. Nie wiem jak będzie wyglądać sytuacja z moją przyjaciółką. Rozmawiałam z nią przez telefon odnośnie projektu i znowu słyszałam ton "dzwonie bo muszę" i "nie oczekuj za wiele". Życzcie mi powodzenia! Może napiszę jeszcze, choć to bardzo wątpliwa perspektywa... Na wszelki wypadek 'branoc!
  • awatar Salute, new me is comin ♛: Ojeju, współczuję, nawet nie jestem w stanie sobie wyobrazić jak to boli :( I powodzenia z tą przyjaciółką! Super gif <3
  • awatar Pani Hidden: Współczuje Ci! Nawet nie wiedziałam, ze tak się robi! Mi by się to przydało może bym schudla! 3maj się! ❤
  • awatar 寶琳娜: OO nawet nie wiedziałam,że na to jest operacja xd
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Ludzie no! Zaraz mnie grom z nieba trafi! Czemu, ja się pytam...Czemu? Gram właśnie na pianinie, czyli operuje głównie palcami. Chciałabym to robić z łatwością, ale nie mogę. Moje dłonie są cały czas lodowate. Nie przesadzam. Cały czas. Zamoczę je na 3 minuty w bardzo ciepłej wodzie, po chwili znowu mają tą samą, upierdliwą temperaturę. Włożę na nie rękawiczki...nadal są zimne. Jeżdżę nimi po klawiszach non stop i NIC. Wielki świecące pustkami nic!

Proszę pomóżcie mi, bo nie wiem już co robić. Nie chce stosować żadnych maści ( wiem, że takie są ), bo wbrew pozorom lubię moje dłonie : d Jednak przy pianinie, muszę je mieć cieplejsze...
  • awatar Shall We Begin?: @Salute, new me is comin ♛: Masz racje, ale dla chcącego nic trudnego!
  • awatar Salute, new me is comin ♛: @Shall We Begin?: to zazdroszczę, bo ja o lekcjach gry zawsze marzyłam, w domu samej ciężko mi się zmotywować by trochę pograć i wiadomo samemu uczy się ciężej.
  • awatar A. Borealis: To może być oznaka problemów z krążeniem. Wybierz się do lekarza z tym.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (7) ›
 

 
Witam wszystkich! Rozchorowałam się trochę, przez co byłam nieobecna na dniach otwartych mojej szkoły i ogólnie na lekcjach. Przekazałam pierwszą wiadomość mojej przyjaciółce telefonicznie, ale co do mojej nieobecności w szkole, dowiedziała się ok. 7:30 przez SMS'a. Nie odpisała. Czuje się winna, choć wiem, że nie powinnam. Nie zrobiłam nic złego. Co raz częściej zauważam, że jeżeli zrobię coś co nie miało miejsca w jej założeniach, jest na mnie zła. Słyszę to po jej głosie. W przeciwieństwie do mnie, bardzo łatwo jest ją oczytać. Nastrój, czasem nawet myśli.

Ostatnio mam dość. Widzę coraz więcej minusów, niż plusów, co zaczyna mnie przerażać.

Jak napisałam powyżej od wczoraj się do mnie nie odezwała. Tak. Ja też tego nie zrobiłam. Możecie się zastanawiać: "Ale dlaczego?". W sumie to mogłabym, ale problem tkwi właśnie w tym. To JA zawsze dzwonie. A dzwoniąc, wysyłam jej niemy komunikat " Tak, to była moja wina". Może znacie to uczucie ściskania w klatce piersiowej. Tak jakbyś coś przeskrobał i jesteś świadom, że czekają cię za to nie przyjemne konsekwencje. Ja się właśnie tak czuje.

Teraz możecie już poznać część mojego charakteru. A może jest to przypadłość? Nie wiem. Często mam wyrzuty sumienia bez powodu, aż za często. Nawet jeżeli nie zrobiłam nic i tak je mam. Prześladują mnie w nocy i nie dają spać spokojnie.

 

 
Zjadłam ciężki obiad spojrzałam na swoje odbicie i się załamałam. Kupiłam sobie szelki, wyglądam w nich okropnie. Mam za duży brzuch i za grube uda...Nie wiem co robić...dzisiaj nic już nie jem, będę tylko pić wodę z imbirem...Nie wiem kurcze, mam dość. W szkole starałam się pić samą wodę, ale latanie do toalety co 5 minut, niezbyt mi się uśmiecha. Pomóżcie mi...Nie mogę tak robić. Nie da się wytłumaczyć mojej mamie, że już czegoś nie chce jeść.
 

 
Póki miała ręce zasłonięte kurtką, przez parę godzin miałam mój wzór na ręce. Gdy tylko przyszło ją zdjąć, stchórzyłam i jak można się domyśleć wyrwałam z pod skóry. Czemu w kluczowych momentach naszych działań, często wolimy iść krótszą drogą. No cóż, ale na szczęście, bądź nieszczęście, dziś nie o tym.

Jak pisałam wcześniej, uczę się grać na fortepianie od połowy września. Mimo tego, że dopiero jestem przy "Walczyku Tyrolskim", bądź "Smutnej Opowieści", w mojej głowie kreują się pomysły na bardziej wymagające technicznie repertuary. Mówię tu chociaż by o Love's Sorrow 'Liebesleid' — Rachmaninoff ...lecz to jeszcze nie na moje dłonie.

Rozmawiałam ze znajomą w szkole na tematy związane z naszą przyszłością. Co każde jej zdanie, zgłębiałam się w moich przemyśleniach coraz bardziej. Wyszło na to,że moja rozmówczyni zwróciła mi uwagę, na temat mojego dzisiejszego stanu. Dzisiejszego stanu...stanu...dzisiaj...Ale jaki stan. Wszystko ze mną dobrze. Chyba. Oprócz oczywistego bólu głowy jest na prawdę dobrze. Uśmiechałam się od ucha do ucha...Jeżeli ktoś chciał, jeżeli oczekiwali... Co mi z tego...W domu, widząc moją rodzinę, czuje przypływ nowej energii, która wychodzi z poszewki tylko wtedy, gdy JA naprawdę tego chcę.

Gdy staram się być sobą, ludzie pytają się "Wszystko w porządku?". W rzeczywistości nie jestem cały czas rozbawiona, mam wiele udręczonych myśli, które tylko czekają, aż język da im wyjść. Co jest nie tak ze mną?

Możliwe, że napiszę coś dzisiaj, jeżeli starczy mi czasu. Na wszelki wypadek 'branoc


 

 
Dzisiaj mimo tego, że nie miałam ogromnej ilości lekcji, czuje się fizycznie *jak i trochę psychicznie * wyczerpana. Ból głowy towarzyszy mi od południa i nie chce przestać mnie nachodzić. Cóż mu ja takiego zrobiłam?

Jednakże mogę spokojnie powiedzieć, że ten dzień był najlepszym dniem z całego tygodnia.Jak na razie. Mimo paru incydentów ( czyt. weszłam koleżance do toalety ), było całkiem spokojnie.

Wczoraj zrobiłam pierwsze skin-sewing, czerwoną nicią, na dłużej niż 5 minut. Na całą noc. Rano wyrwałam. Tak wiem, że mówiłam by tego nie robić, ale uznałam jednak ten sposób za lepszy.

PONIEWAŻ:
* Skóra zasklepia się bardzo szybko! Jak wyjmujesz nić z pod swojej skóry, zostawiasz po tym "dziurki", które zostają na dłużej.

Dzisiaj, zamierzam wszyć wzór na palcu u lewej dłoni, zostawić na noc i jeżeli dobrze pójdzie, pójść do szkoły...Obawiam się jednak ewentualnych pytań. Nie codziennie widzi się swoją przyjaciółkę z dziwnym "ozdobnikiem".

Czy jestem na tyle odważna by bronić swoich działań, a nie wypierać się ich, gdy poczuje chwilę zwątpienia? Nie wiem.

Życzcie mi powodzenia.

 

 
Czasem mam wrażenie, że żyje w toksycznym świecie. Ludzie dzwonią, bądź odzywają się do mnie tylko wtedy, kiedy czegoś potrzebują. Idąc korytarzem, mijam wiele znajomych twarzy, kolegów z którymi miałam jeszcze super kontakt parę lat temu. Rozumiem, że każdy poszedł swoją drogą i ma własnych znajomych, ale to jeszcze nie powód by nie powiedzieć zwykłego "cześć". To przykre, a w pewnym sensie nawet bolesne. Gdzieś tam w zakątkach mojego serca, czuje sentyment do wcześniejszych lat. Widze, że wy KURCZE nie.

Nie możesz się odezwać pierwszy?! Tak? Nie potrafisz pierwszy zacząć rozmowy? Nie pokazywać mi tak dosadnie, że nie chcesz w ogóle ze mną gadać?! Bardziej dyskretnie....bo wiesz, nadal istnieją wrażliwe osoby. Ktoś uciął ci język? Ach, rozumiem...No, trudno.



Ale w sumie...zawsze jest jeszcze alfabet morsa.
 

 
Kojarzycie taki dzień, kiedy budzicie się rano z myślą: " Dzisiaj wszystko się zmieni!". Tak, to jest właśnie ten dzień, kiedy lubimy marzyć o smukłym ciałku, nienaelektryzowanych włosach, wiecznym uśmiechu, ale za nic nie dążymy do realizacji naszych knuć. To przykre, jak rzeczywistość różni się od naszych chęci.
"Od teraz, będę zdrowo się odżywiać!", a za chwilę na talerzyku ląduje, przyniesione przez mamę ciasto. Dlaczego nie potrafimy oprzeć się pokusom, skoro znamy ich konsekwencje. Jest takie słynne powiedzenie: "Nie wchodź dwa razy, do tej samej rzeki". Takie łatwe? A ile razy obżerałeś się Chips'ami i popijałeś napojem gazowanym po kryjomu, mimo tego, że wiedziałeś ile to ma kalorii? Prawda w oczy kole? Nie martw się towarzyszu i wiedz, że nie jesteś sam. Tak tylko dla przypomnienia.

Dzisiaj zjadłam stosunkowo niewiele, porównując do innych moich bardziej "obfitych"dni. Odjąć ciasteczko i dwie kosteczki czekolady, mogłabym rzec, że miałam iście zdrowy dzień. Jutro- zero slodyczy.

Wytrzymam? Niewiem... Macie jakieś sposoby do zatuszowania głodu? Oprócz popijania wody i żucia gumy. Dziękuje z góry kamracie.
 

 
Mieliście może kiedyś, taki sen, który był tak realistyczny, tak nacechowany emocjami, że został wam w pamięci na długi, długi czas?Bo ja miałam. I to nie jeden.

Zawsze fascynowało mnie to zjawisko zachodzące w naszym umyśle. Sen jest w pewnym sensie halucynacją.Właśnie tam spełniają się nasze marzenia, wychodzą na powierzchnie ukryte tajemnice, bądź skrywane pod sercem obawy. Dlatego jest to moja ulubiona część egzystencji. Tam wszystko jest szczere i niewinne. Nawet koszmary senne maja w sobie prawdę, głęboko skrywaną za czerwoną kurtyną.

Pamiętam sen, który miał miejsce bodajże parę miesięcy temu.
Byłam z kilkoma osobami w jakimś ogromnym pokoju ze skórzanymi fotelami i stołem. Nagle zrobiło się w nim bardzo ciemno, tak jak by ktoś nagle zdjął słońce z orbity.
-Chowaj się! Czyjeś ręce wepchnęły mnie między ścianę,a fotel.
Zza niego, zerkałam co się dzieje. W pewnym momencie do pokoju weszła bezcielesna istota. Dryfujący czarny cień, wysokiego mężczyzny. Był bez twarzy, widać było tylko zarys sylwetki. Po nim przyszedł kolejny i kolejny. Serce waliło mi w piersi, o ile to w śnie jest możliwe. Czy znam przesłanie tego snu? Nie i nie jestem pewna czy chcę poznać. Był on tak przerażający, swoją prostotą, a jednocześnie straszny sam w sobie. Teraz, często o nim rozmyślam. Bo w końcu, to "coś" wypłynęło z mojej głowy...Prawda?
 

 
Zaczęłam grać na fortepianie pół roku temu. Mam prywtne lekcje u mnie w domu, ponieważ ze względu mojego wieku, nie mogę uczyć się gry w szkole muzycznej. Nawet gdbym miała możliwość, nie zrobiła bym tego. Może i osoby tam się uczące, będą zdegustowane rzeczami które teraz powiem,ale raz się żyje.

Szkoły muzyczne mają w sobie wiele aspektów, przez które musisz przejść podczas nauki ' gry na instrumencie", która o dziwo powinna być ważniejsza od np. Historii muzyki. Niestety tak nie jest. Nie masz dobrych ocen, nie przechodzisz do następnego semestru. A czy to nie na błędach człowiek się uczy?!

Brat mojej nauczycielki, zaczął szkołę w bardzo młodym wieku. Jego marzeniem było grać na fortepianie. Był do tego ochoczo nastawiony, ale problemem był jego nauczyciel. Podczas lekcji wychodził, mówiąc co ma zrobić gdy go nie będzie. Tak, tak te lekcje wyglądały. Chłopak robił się coraz starszy, a jego poziom gry nie był taki jaki powinien. Uczył się także z książki nutowej, ale ona także nic nie dawała. Bowiem rzeczy w niej zawarte były na bardzo podobnym poziomie. Sprawa skończyła się tak ,że brat nauczycielki gra obecnie na trąbce.

Nie mogę się wypowiadać ze 100 % pewnością, ponieważ jak napisałam powyżej, do Szkoły Muzycznej nie chodzę i nie zamierzam. Mogę wam jednak zapewnić, że jeżeli chcecie zacząć grać na instrumencie, wejść w świat muzyki, to nie słuchajcie się ograniczeń! Co z tego, że ja zaczęłam w wieku nastoletnim?! Mam motywację i samozaparcie, więc mogę osiągnąć cel do którego dążę...Chce być bardzo dobra w tym co robię! Nawet lepiej, chce być niesamowita i poruszać ludzkie serca, muzyką.
Bądźcie odważni i nie bójcie się. Chociaż tej jednej rzeczy. Nie bójcie się uwierzyć w siebie. Choć ten jeden, jedyny raz.
  • awatar wiara czyni cuda!: wiara to podstawa w dążeniu do spełniania marzeń; ) a muzyka- moja miłość, zajawka! :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Co zrobiłam źle? Coś powiedziałam? Nie. Może nie umyślnie skrzywdziłam? Nie. Nie dotrzymałam obietnicy? Nie. Dlaczego więc, za każdym razem gdy nie zrobię czegoś według oczekiwań innych, czuje się winna. To uczucia wypełnia mnie jak woda, w pustym naczyniu. Mam dość.

Może naprawdę robię coś źle, a może to ze mną nie jest najlepiej...Tak, pewnie, tak.

Ludzie starają się dogodzić innym, nawet jeżeli wstyd im sie do tego przyznać. Osobiście uważam, że często zdarza się sytuacja, kiedy to my sprawiamy przyjemność innym i przez to, czujemy się szczęśliwi. Jednak im częściej i dłużej to robimy, uczucie wypalenia zaczyna nas zjadać od środka, jak żrący kwas. Przekładamy zadowolenie innych nad nasze. Nie którzy ludzie tacy właśnie są, a inni nie umyślnie zaczęli błędne koło.

Co trzeba zrobić by je powstrzymać?

Gdzie jest serum?

Nie wiem. Nadal szukam odpowiedzi. Jak znajdę to wam powiem.

  • awatar Gość: Prosze bardzo: TALERZE Miałam talerze Sprytne jak zwierzę Piękne jak las Co rozkwita na czas Zdobne w cudne wzory Co omijają piękna pozory Ujmujące swoją prostotą Urzekające prostoty cnotą Sprzedałam je za bezcen Nie dałam rady utrzymać cen Teraz mam tylko swe ręce I serce, co skłania się w udręce... ;(((
  • awatar Shall We Begin?: Drogi gościu, poprawiłeś mi swoim dziełem nastrój. Jak kiedykolwiek jeszcze znajdziesz się u mnie, a w zanadrzu będziesz miał swoją twórczość, to chętnie poczytam. Dobranoc i dziękuje :)
  • awatar Gość: Witam, mam nadzieje, że nie masz nic przeciwko, że przesłałam Ci wierszyk o mojej cukiernicy - na osłodę nastroju :) Serdecznie pozdrawiam :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Jutro mam dzień pełen "przygód", o których każdy marzy. Zakupy.
Nie przepadam za chodzeniem po sklepach z wielu powodów, choć najbardziej widoczny to drażniący zapach pomieszczeń z butami, bądź ubraniami. Śmieszne, ale prawdziwe. Im robiłam się starsza, zaczęły mi przeszkadzać najzwyklejsze zapachy, w tym każde perfumy mojej mamy. Jedynym wyjątkiem jest pachnidło taty. Wiecie...taki "męski" zapaszek.
Odbiegłam od tematu...

Jednak tym razem, nie mogę się już doczekać aż wyjdę na miasto. Idę na zakupy z konkretnego, bowiem powodu. Mam zamiar kupić sobie szelki. Dokładniej mówiąc: czarne i czerwone ( o ile będą )

Skąd ten pomysł? Nie wiem. Może miałam koszmar...tak, jest taka możliwość.

Nie będe ukrywać, chce by kolejny dzień nastał, z końcem wypowiedzianych prze zemnie słów dobranoc. Tak, więc dobranoc wszystkim.
Karaluchy pod poduchy, a szczypawy do zabawy!
 

 
Nie lubię internetu...Uświadomiłam sobie, że to dzięki niemu mam takie kompleksy. Dzięki fałszywemu pięknu, promowanemu przez media społecznościowe i lokalne. Wkurzający świat. Jesteśmy marionetkami, które są na każde zawołanie naszego rządu.

Mówi się, że wojna nigdy się nie skończyła. Nie dla tych którzy polegli. Oni nadal walczą, wypruwając sobie żyły by nam było lepiej. Walczą w naszych wspomnieniach, by to co uzyskali poprzez ciężką prace , nie znikło. Nadal walczą by to oni, nie zostali zapomniani.

Czy was to nie męczy? To wymaganie od dzisiejszych nastolatków, żeby pracowali ciężej i dłużej. Tak, wkońcu to oni są przyszłością narodu. Brednie.

Tego wymagania od pracujących rodziców. 'Bo bez przynajmniej dwóch języków, pracy u mnie nie znajdziesz"...ile ja razy to słyszałam. Natomiast pracodawca ledwo po zawodówce.

Tego wymagania od emerytów. Żeby...No właśnie, żeby co? Żeby jakimś cudem, wrócili do czasów ich młodości i zaczęli pracować na nadgodzinach? By emerytura byłą większa i starczyło na chleb...

W internecie widzę zdjęcia niesamowicie szczupłych dziewczyn. Czytam domniemane wypowiedzi ludzi na temat obecnego kanonu piękna: " Mężczyźni nie lubią kościotrupów!", " Mężczyźni nie lubią kobiet z dużą ilością makijażu!". Jednak prawda jest taka, że to tylko teoria, a ona nijak ma się do rzeczywistości.

 

 
Chcę schudnąć. Mam niską samoocenę...nie wiem, czy widzę swoje odbicie w krzywym zwierciadle, ale powinnam schudnąć. Dla samej siebie. Widze szczuplutkie dziewczyny i jestem zazdrosna. Wyobrażam sobie, jak to ja bym wyglądała gdybym jednak ważyła te 5 kg mniej. Tak, wcześniej napisałam trzy, ale nie wiem czy to by wystarczyło. Potrzebuje wsparcia. Podczas gdy ja tłumaczę mamie, że przechodzę na zdrowszą żywność, ona się pyta: " Chcesz może ciasto?". Mam wrażenie, że gdyby rodzina przeszła na dietę, to ja też. Żyjąc w środowisku słodyczy i przekąsek, trudno się przestawić na inny tryb. Co najważniejsze, trudno się oprzeć ciastu, leżącemu na blacie w kuchni. Muszę coś zrobić!

Każda wszelka dieta, do której trzeba przygotowywać posiłki, odpada. Definitywnie.

Chce jeść trochę mniej, bez podjadania. Picie wody pomaga schudnąć i zatamować uczucie na głodu...Tak to jest dobry pomysł.

Muszę ćwiczyć. Pomocy.
 

 
Wytłumaczcie mi coś. Jak można udawać, że kogoś się lubi w tak niezauważalny sposób. Byłam dzisiaj świadkiem sytuacji, która miała miejsce w komunikacji miejskiej. Jestem przerażona tym, jak ludzie potrafią manipulować uczuciami innych. Uśmiechasz się do kogoś, potakujesz podczas rozmowy, śmiejesz sie z czyiś żartów, a gdy towarzysz odchodzi, mówisz jak to go nienawidzisz i cię denerwuje.

Nie będe podawać szczegółów na wszelki wypadek, gdyby jakimś cudem, bohaterka mojego wpisu znalazła ten blog. Przezorny zawsze ubezpieczony

Jadąc autobusem do szkoły, zauważyłam stojącą przy obręczach znajomą z którą znałam się z podstawówki. Podeszłam, zagadałam, ale rozmowa coś sie nie kleiła ( z resztą jak zawsze ). Chodzi do równoległej klasy i jest całkiem rozpoznawalna na forum całej szkoły. Nagle podszedł jakiś chłopak do mojej rozmówczyni. Zaczął o coś pytać, opowiadać, a ja jak sierotka Marysia- stoję i słucham.
Wysiadając z autobusu, żegnają się uściskiem. Myślę : "Może mają się ku sobie. Uśmiechają się szeroko, przekomarzają". Nagle słyszę:
X: Jak ja go nie lubię...
Ja: To dlaczego z nim gadałaś?
X: No bo rozumiesz, on myśli, że ja go lubię.
Nie...chyba nie zrozumiałam. Jeżeli nie darzę kogoś szczególną sympatią, to staram się ograniczyć z nim kontakty do minimum. Dlaczego więc, ludzie starają się ukryć? Przed kim? Przed czym?

 

 
Ahh...może się w końcu odważę. Może w końcu to zrobię. O czym mówię? O drobnej "modyfikacji" ciała. Choć nie wiem nawet, czy można tak to nazwać. Nazywa się to skin-sewing i polega na naszywani skóry nicią. Tak, wiem brzmi okropnie, ale tak nie wygląda. Igłą naszywamy tak zwaną martwą skórę, którą mamy między innymi na wewnętrznych częściach dłoni i stóp. Nie odczuwamy wtem żadnego bólu.

Pierwszy raz "naszyłam" się 2 tygodnie temu, ale zawsze gdy postanawiam się zostawić to na drugi dzień, panikuje. Bowiem mam wrażenie, że robię coś złego. Lecz tylko przez chwilę.

Miałam nawet wizję na temat reakcji mamy, podczas drobnej "prezentacji", ale nie wyglądała ona najlepiej. Moja rodzicielka jest najbardziej niesamowitą osobą jaką znam. Oczywiście jak każdy, nie jest ideałem i ma swoje wady, ale jest bardzo wyrozumiała w wielu sprawach. Zawsze mi pomoże...spokojnie mogę powiedzieć, że jest moją najlepszą przyjaciółką, choć nigdy jej tego nie wyznałam. Tak...głupio co?

Gdybym tylko mogła powiedzieć:
-Mamo to co chcę ci pokazać, nie jest kolejną formą samo okaleczania.
- Jest to coś co nie wyrządza krzywdy, a daje pewną podporę.
- Ludzie podążają za swoimi autorytetami.
- Nasz autorytet jest tak naprawdę odbiciem, naszych marzeń. Jacy to chcielibyśmy być, bądź jakie wartości chcielibyśmy pozyskać. Jaką twarz pokazywać innym ( nawiąże o tym w przyszłości ), a jaką samej sobie.

Co więc o tym sądzicie? Jeżeli w ogóle jesteście....




Zdjęcia są zaczerpnięte, ze słynnego (jakże) serwisu Tumblr. Po wpisaniu frazy "skin-sewing", można je łatwo znaleźć.
  • awatar Shall We Begin?: @iiswkornaa: Szczerze powiedziawszy, to zależy od nici i sposobu w jakim zamierzasz to zrobić. Można przeciągnąć nić przez igłę "podwójnie", tak jak robi sie to do szycia... Wtedy splot jest silniejszy niż gdybyś przeciągnęła pojedynczo. Ja preferuje drugi sposób, jednak utrudnieniem jest trzymanie jednej końcówki nici, by nie wypadła z "oczka". Co do trwałości takiej ozdoby to uważam, że zależy jakie prace chcesz w tym wykonywać, czyli prosto mówiąc- mycia naczyń nie polecam ;) Oglądając niektóre zdjęcia rąk po skin-sewing, zauważyłam, że wiele osób po prostu wyrywało nić z ręki co dla mnie jest czystą głupotą, ponieważ wystarczy delikatnie ją wyciągnąć...no cóż kto co woli. Oczywiście dziękuje za dodanie komentarza i opinii na temat, nie tylko tobie, ale także użytkownikowi poniżej ;)
  • awatar iiswkornaa: Nie znałam takiej metody zdobienia ciała i szczerze robi wrażenie:-) Konkretne wzorki wyglądają atrakcyjnie. Jak to jednak wygląda w użyciu? Czy nić zdobiąca dłoń jest mocna? Chodzi mi oto czy się nie przerwie podczas wykonywania różnych zajęć. Hmm... Sądzę też że trzeba na taki wzorek szczególnie uważać, bo jeśli jest szyte płytko to jedno nieuważne szarpnięcie skóra się przetnie i po ozdobie. Dobra już kończę moje głupie rozmyślenia nic nie wnoszące do tematu:-) Podsumowując post mnie zaciekawił. Pooglądam więcej zdjęć modyfikacji skin-sewing.
  • awatar st.anger: Co do skin-sewing - na sam widok mam dreszcze. To nie dla mnie zdecydowanie. Choć w sumie niektórzy w mojej rodzinie tak samo reagują na moje tatuaże. Co do mamy- jesteś szczęściarą. Mama, która potrafi z córką stworzyć taką więź to bezcenny skarb. Gratuluję. Ps. Powiedz jej to kiedyś albo napisz chociaż w liście lub na kartce na Dzień Matki. Jestem pewna,że świadomość tego,że tak ją postrzegasz będzie najlepszy prezentem,jaki dostała.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Zastanawia mnie, czemu idąc korytarzem czuje na sobie spojrzenia ludzi. Jestem na to wyczulana. Czasem potrafię także przyłapać kogoś na "lukaniu" na mnie, ale to racze pojedyncze przypadki. Wydaje mi się, że wielu z was wie o czym mówię

Podczas przerwy, niekiedy widzę jakąś koleżankę z klasy patrzącą na mnie. Może to już paranoja? Nie, raczej nie... A może...

Poza tym, słyszałam, że zaczął się znowu sezon na : " Do wakacji muszę schudnąć!". Tak ja też bym chciała, ale gdzie ta motywacja? Co z tego, że dla innych wyglądam na szczupłą, jak dla mnie mogłabym zrzucić te 3 kg. No cóż, trzeba się za siebie zabrać... Nie sądzicie tłuściochy? Lecz pamiętajcie by nie tracić zdrowego rozsądku. To właśnie ta rzecz zanika w najgorszych momentach naszego życia.
 

 
Mam czarne myśli. Zagmatwane, nie dające się pogrupować. Zaczyna mnie to męczyć. W szkolę potrafię być nieobecna przez parę godzin, bądź sekund. Wszystko wraca do normy szybko, niepostrzeżenie. Tak jak sen. Nie wiesz kiedy przyjdzie do ciebie Morfeusz, by zabrać cię do krainy snów. Czasem, modlisz się aby przyszedł jak najpóźniej.

http://b1.pinger.pl/12953587a38f80ad2b05e50ca8276931/tumblr_o1u0neMAir1ud274fo1_1280.jpg
 

 
Witam wszystkich. Teoretycznie jest to mój pierwszy wpis na tym blogu ( miałam kilka w zamierzchłych czasach ), więc jestem bardzo podekscytowana. Pomysł na niego wpadł tak szybko i nagle, jak go zrealizowałam. Nadal jednak nie wiem, czy był to dobry pomysł. Mały demon przez cały czas, przesiaduje na moim ramieniu szepcząc do ucha złe myśli. No cóż, jak widać przeciwstawiam mu się. Chciałabym opowiedzieć o sobie więcej, ale moja wewnętrzna blokada nie ustąpi szybko. Imię podam z czasem.

Sama do tej pory zastanawiam się o czym dokładnie tenże blog internetowy, zwany także Pingerem, będzie. Prawdopodobnie będę zamieszczać na niego moje myśli, może i problemy, ale nie obejdzie się bez anegdotek z mojego prywatnego życia. Posty zamierzam dodawać nieregularnie, a dokładniej- kiedy najdzie mnie na to ochota. Postaram się jednak robić to codziennie. Takie małe postanowienie...